Aktualności

Kolejne tankowce z ropą naftową zmieniają kurs po ataku USA na Wenezuelę

TVN24 Biznes i Świat - nie., 04/01/2026 - 14:23
Tankowiec VLCC Thousand Sunny, który od grudnia pod chińską banderą zmierzał do Wenezueli po ropę naftową, po ataku USA na ten kraj zmienił kurs. Jak wynika z danych serwisu MarineTraffic monitorującego ruch statków, jednostka obecnie kieruje się do Nigerii. To nie jedyny tankowiec, który zmienił swoją trasę.
Kategorie: Telewizja

Ciężarówka uderzyła w drzewo. Ważna droga zablokowana

TVP.Info - nie., 04/01/2026 - 14:16

Dyżurny Punktu Informacji Drogowej poznańskiego oddziału GDDKiA przekazał, że około godz. 13.30, na 126. kilometrze DK11, na odcinku pomiędzy Lotyniem a zachodniopomorskim Szczecinkiem, ciężarówka wypadła z drogi i uderzyła w drzewo.


DK11 zablokowana. Ciężarówka uderzyła w drzewo


Nikt nie został ranny.


Na czas akcji służb drogowych, które mają wyciągnąć pojazd, zablokowano trasę w obu kierunkach. 


Zobacz także: Dramatyczny pościg za pijanym kierowcą. Policjanci w szpitalu



Kategorie: Telewizja

Naczelny TV Republika szokuje. Do nich porównał Donalda Tuska. "Wygrał tytuł durnia roku"

Dziennik - nie., 04/01/2026 - 14:03
USA zaatakowały Wenezuelę. Schwytano prezydenta Nicolasa Maduro i jego żona. Te wydarzenia są szeroko komentowane. Głos zabrał też szef TV Republika, Tomasz Sakiewicz. Wywołał wielką burzę, wiele osób jest jego wpisem zaszokowanych. Do sprawy odniosło się wielu polityków, m.in. rzecznik rządu oraz poseł KO, Roman Giertych. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

Awaria na lotniskach w całym kraju. "Zamknięta przestrzeń powietrzna"

TVN24 Biznes i Świat - nie., 04/01/2026 - 13:35
W niedzielę wszystkie greckie lotniska wstrzymały przyloty i odloty z powodu problemów z częstotliwościami radiowymi – poinformował krajowy Urząd Lotnictwa Cywilnego. Ambasada RP w Grecji przekazała, że awaria spowodowała zamknięcie przestrzeni powietrznej nad krajem, a utrudnienia mają potrwać do godziny 16.
Kategorie: Telewizja

Chaos na lotniskach w Europie. Tysiące pasażerów unieruchomionych

Dziennik - nie., 04/01/2026 - 13:33
Dziesiątki tysięcy pasażerów zmagają się w weekend z poważnymi utrudnieniami na lotnisku Amsterdam-Schiphol, gdzie śnieg, lód i silny wiatr doprowadziły do opóźnienia lub odwołania setek lotów i znacznego ograniczenia przepustowości pasów startowych. Poważne problemy spotkały też pasażerów, którzy znaleźli się na lotnisku we Włoskim Bergamo. Duże komplikacje wystąpiły także w Grecji. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

Polska wycieczka utknęła na wyspie. Zignorowała ostrzeżenia MSZ

TVP.Info - nie., 04/01/2026 - 13:27

„Sokotra znajduje się w bardzo niestabilnym regionie, w którym od lat toczy się konflikt zbrojny. Obecnie sytuacja bezpieczeństwa uległa dalszemu pogorszeniu, w związku z intensyfikacją działań zbrojnych zamknięto przestrzeń powietrzną” – napisał w serwisie X, rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Maciej Wiewiór.


Według serwisu Radia Łódź, na Sokotrze utknęła 28-osobowa grupa turystów z biura podróży „Torre”. Turyści przebywający tam od 27 grudnia mieli wracać do domu 4 stycznia. Loty odwołano jednak bezterminowo. Bezpośrednim powodem jest zbombardowanie portu Mukalla w południowym Jemenie przez koalicję sił wspieranych przez Arabię Saudyjską. To kolejna odsłona konfliktu między Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi a Arabią Saudyjską.


MSZ pozostaje w kontakcie z turystami 


Przewoźnik ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich zawiesił loty do 6 stycznia br. włącznie. Nasza placówka w Arabii Saudyjskiej pozostaje w stałym kontakcie z obywatelami Rzeczpospolitej, którzy, mimo ostrzeżeń MSZ, zdecydowali się na wyjazd na wyspę Sokotra” – informuje Maciej Wiewiór w social mediach. 


Zobacz także: Ostrzeżenie MSZ dla podróżnych


Z posiadanych przez MSZ informacji wynika również, że warunki, w jakich obecnie przebywają nasi obywatele, są dobre.


Kategorie: Telewizja

Dokąd i jak będziemy podróżować w 2026 roku? Nowe trendy również w Polsce

TVN24 Biznes i Świat - nie., 04/01/2026 - 13:26
Polaków coraz bardziej interesują odległe kierunki wakacyjne. Według ekspertów prym nadal jednak będą wiodły ciepłe, głównie europejskie destynacje. A jakie style podróży będziemy wybierać i czy będą one odpowiadać aktualnym światowym trendom?
Kategorie: Telewizja

"Putinizacja amerykańskiej polityki zagranicznej". Trump ustanawia nowy porządek świata

Dziennik - nie., 04/01/2026 - 13:11
Atak sił USA na Wenezuelę naruszył globalne zasady polityczne - oceniły w niedzielę brytyjskie media. Według "Financial Timesa" nowy porządek świata według Donalda Trumpa właśnie stał się rzeczywistością. "Guardian" napisał o "putinizacji amerykańskiej polityki zagranicznej". Z kolei francuska prasa pisze o "demonstracji siły" Donalda Trumpa.
Kategorie: Prasa

Gdzie teraz pada śnieg w Polsce? Dwie strefy śnieżyc, silny wiatr i nawet 60 cm śniegu - północna Polska sparaliżowana

Dziennik - nie., 04/01/2026 - 13:11
IMGW ostrzega przed intensywnymi opadami śniegu na północy kraju. Intensywne opady śniegu od kilkudziesięciu godzin obejmują znaczną część kraju. Meteorolodzy mówią wprost, Polska została podzielona na dwie zwarte strefy opadowe, a sytuacja szczególnie trudna jest na północy i północnym zachodzie. Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa

Świetny początek Polaka w Rajdzie Dakar

TVP.Info - nie., 04/01/2026 - 13:03

Po krótkim sobotnim prologu, w którym był 26., Marek Goczał podkreślał, że takie odcinki nie są jego specjalnością i że się „rozkręci” w kolejnych dniach. Dużą klasę pokazał już w niedzielę, na etapie ze startem i metą w Janbu.


Rajd Dakar: 5. miejsce Goczała, podium Dąbrowskiego


Na liczącym 306 km odcinku specjalnym z de Meviusem przegrał tylko o 1.38, a jeszcze na kilkadziesiąt kilometrów przed metą jadący z pilotem Maciejem Martonem kierowca Energylandii notował drugi czas. W pokonanym polu pozostawił wielkich faworytów imprezy, w tym legendarnych rajdowych mistrzów świata Hiszpana Carlosa Sainza i Francuza Sebastiena Loeba.


Ponieważ w kategorii samochodów rezultaty prologu nie są uwzględniane, także w klasyfikacji generalnej Marek Goczał jest piąty. Na oficjalne wyniki trzeba jednak trochę poczekać, bowiem po etapie sędziowie analizują, czy żaden z zawodników nie popełnił błędu, np. nie przekroczył dozwolonej prędkości albo nie ominął wirtualnego punktu nawigacyjnego (tzw. waypointa).


W rywalizacji motocyklistów najszybszy był Ross Branch z Botswany (Hero), ale później otrzymał sześciominutową karę za przekroczenie prędkości. W tej sytuacji znowu najlepszy okazał się 20-letni zwycięzca prologu Hiszpan Edgar Canet, który umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej.


Marek Dąbrowski (KTM) ponownie był trzeci w klasie Rally 2 i taką pozycję zajmuje po dwóch dniach. W klasyfikacji łącznej z zawodnikami zespołów fabrycznych Polak jest 13.


W poniedziałek uczestnicy Rajdu Dakar opuszczą gorące Janbu. Drugi etap prowadzi do Al-Uli i liczy 504 km, z czego 400 km to odcinek specjalny.

Kategorie: Telewizja

Wlewam 1 szklankę, a żółknący skrzydłokwiat ekspresowo odzyskuje piękny kolor i rośnie szybciej niż kiedykolwiek. W kilka dni wygląda jak z kwiaciarni

Dziennik - nie., 04/01/2026 - 13:02
Pewnie myślicie, że ta jakaś magiczna mikstura z sodą albo cukrem, a tymczasem chodzi o coś dużo prostszego niż domowy nawóz. Sekret tkwi w tym, czego skrzydłokwiat naprawdę potrzebuje i co tak naprawdę powinno się wlewać do doniczki, aby skrzydłokwiat pięknie rósł. Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa

Nauczyciele dostaną wyrównanie za godziny najpóźniej 6 lutego

Portal samorządowy - nie., 04/01/2026 - 13:00
Do 6 lutego organy prowadzące mają czas na wypłacenie nauczycielom wynagrodzenia za niezrealizowane godziny ponadwymiarowe w okresie od 1 września 2025 r. do 31 grudnia 2025 r. Tego wymagają znowelizowane przepisy Karty nauczyciela - wyjaśnia Ministerstwo Edukacji Narodowej.
Kategorie: Portale

Scrolluj, lajkuj, powtórz. Media społecznościowe zmieniły nasze życie

TVP.Info - nie., 04/01/2026 - 12:49

Kiedy pojawiały się media społecznościowe, twórcy tych serwisów obiecywali, że to będzie coś wspaniałego, co zmieni nasz świat. I akurat ta obietnica została spełniona, bo zmieniły. Pytanie tylko: czy tak, jak oczekiwaliśmy i czy rzeczywiście dostaliśmy wszystko to, co te firmy obiecywały?

 

Dr Ada Florentyna Pawlak: Przypominam sobie czas, kiedy wchodził Internet i było dokładnie tak samo: dostaliśmy szereg obietnic, że będzie anonimowo, niepodlegle, pięknie, wręcz „pluszowo” i nasz świat się zmieni. I też tylko to ostatnie się sprawdziło.

 

„Deklaracja niepodległości cyberprzestrzeni” z lat 90. autorstwa Johna Perry’ego Barlowa była mitem założycielskim Internetu. Po ogłoszeniu niepodległości cyberprzestrzeni, jej użytkownicy zaczęli zachowywać się tak, jakby ta niepodległość już istniała. Ten manifest czyta się dziś jednocześnie jako utopię, akt performatywny i artefakt kulturowy epoki techno-optymizmu. Cieszyliśmy się, że będziemy mieć same dobra płynące z anonimowości. Tak się nie stało.

 

Mam wrażenie, że cały dorobek, ten bagaż rzeczy i dobrych, i złych, które wzięliśmy z samego Internetu, przeszedł do mediów społecznościowych. Chyba nikt się nie spodziewał, że założenie konta i interakcja z innymi użytkownikami stanie się dla nas nie tylko nowym kanałem komunikacji, ale zupełnie nowym środowiskiem neurokognitywnym, zaprojektowanym tak, by wchodzić w interakcję z naszym systemem nagrody.

 

Myślę, że nie wchodziliśmy w ten świat z równymi szansami – tak jak dzisiaj nie wchodzimy z równym szansami w świat sztucznej inteligencji i dysponentów tych systemów. Ponieważ w ogóle nie byliśmy świadomi, jak pogoń za dopaminą, czyli choćby uzależnienie od scrollowania, stanie się już nie tylko skrótem myślowym, lecz zupełnie zmieni sposób regulacji naszej uwagi i motywacji, emocji. Odbicie tych zjawisk jest dzisiaj widoczne na wielu płaszczyznach naszego życia, w wielu relacjach międzyludzkich, międzypokoleniowych i rówieśniczych.

 

Książki takie jak „Wiek kapitalizmu inwigilacji” Shoshany Zuboff, która właściwie opisuje ostatnie trzy dekady, czyli jeszcze czas przed wejściem mediów społecznościowych, pokazały nam szereg procesów, których jako społeczeństwo nie byliśmy w ogóle świadomi: czym jest ślad cyfrowy, co się dzieje z naszymi danymi. Braliśmy z tego wszystkiego – jako istoty wygodne – to, co najlepsze, czyli podsuwanie nam pewnych propozycji, ułatwianie, zabawę. Dzisiaj przychodzi nam się rozliczyć z tą „drugą stroną mocy”, mniej wygodną. I chyba również z tym, że nasze systemy nagrody zostały tak bardzo zmienione przez ostatnie dwie dekady, że my się zmieniliśmy jako ludzie, nawet w patrzeniu na te systemy.

 

CZYTAJ TEŻ: Pękła kolejna granica absurdu. Ministerstwo utajnia raport z występu kadry


Myślę, że trzy dekady temu zupełnie inaczej byśmy oceniali takie negatywne skutki mediów społecznościowych, z jakimi mamy do czynienia dzisiaj. Naprawdę zmieniliśmy się emocjonalnie jako społeczeństwa na Zachodzie. Zaszły procesy, które określamy w psychologii poznawczej mianem desensytyzacji. To słowo jest może nieczęsto używane, ale ono mówi o naszym znieczuleniu, jakiejś anhedonii, potrzebie coraz silniejszych bodźców, silniejszych impulsów. I to media społecznościowe był drzwiami do tego, żeby te potrzeby „rozlały się” społecznie, również w świecie offline i w innych kontekstach. To, z czym sobie dzisiaj nie radzimy – w dużym stopniu z samokontrolą, z lękiem przed pominięciem, czyli FOMO, z porównaniami społecznymi, z niepewnością statusu – jest jednak wielkim dziedzictwem mediów społecznościowych. 


Niestety, zaczęliśmy sobie te negatywne skutki uświadamiać w bardzo krótkim czasie, wtedy – jak to u ludzi – nasze reakcje potrafią być bardzo skrajne. Myślę, że to, co stało się ostatnio również w przestrzeni prawnej – mam tu na myśli zakaz mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia w Australii – zacznie pewnie przybierać szersze formy. Kiedy się boimy, a nie jesteśmy w tym modusie szerszego myślenia o naszej sytuacji, to zazwyczaj podejmujemy skrajne decyzje, typu: zakaz, wycofanie i tak dalej.

 

Wrócimy jeszcze za moment do tego szalenie ciekawego wątku relacji mediów społecznościowych i dopaminy. Natomiast myślę sobie, że dzisiaj wszyscy mamy prawo czuć się trochę oszukani. Miało być tak pięknie, tyle plusów, a okazuje się, że – nawet nie dzieci, bo również dorośli – spędzają po kilka godzin dziennie przed ekranami telefonów, oddając serwisom społecznościowym swoją uwagę, a niewiele dostając w zamian. Życie przecieka im przez palce. 

 

Zgadza się. Myślę, że przede wszystkim w żaden sposób ta sytuacja nie znajduje odbicia w regulacjach prawnych, które – znowu – nie uderzają w głównych graczy i big techy, tylko na przykład w rodziców, którzy bądź mogą nie wyrazić zgody na media społecznościowe, bądź wyrazić. Podobnie zresztą Parlament Europejski planuje regulacje dotyczące „społecznościówek” w Europie, rozszerzając je również na towarzyszy AI. Tylko jeśli to znów będzie ograniczenie obciążające nie tych, którzy dostarczają te systemy, są ich dysponentami, lecz dzieci i rodziców, to oznacza, że zupełnie nie wyciągnęliśmy wniosków z ostatnich dekad.

 

Ten sposób, w który przyzwyczajono nas do syntetycznych światów i kolorowych obrazków, jest oczywiście straszny. W latach 50. w Stanach Zjednoczonych pojawiła się telewizja i magiczne pudełka z obrazami. Do salonów domów wjechały sofy, usiadła tam cała rodzina i kilka godzin w ciągu dnia zostało wykrojonych właśnie na tę czynność. Tym samym inne czynności, które budowały społeczności, musiały ze świata w szybkim tempie „wyparować”. Z każdą technologią, która wchodzi, w jakiś sposób zmieniamy swoje codzienne rytuały, więc może nie jest to do końca nowe, za to nowe jest to, że wcześniejsze media konsumowaliśmy zbiorowo – czy to rodzinnie, czy gdzieś w większych przestrzeniach publicznych, jak radio, telewizję.

 

Tymczasem teraz czarny ekran smartfona stał się jakimś synonimem prywatności i „rozlał się” tak głęboko w dzieciństwo, że chyba nie mieliśmy dotąd do czynienia z sytuacją, by 11-letnie dziecko czuło się właścicielem swojej cyfrowej agory, a świat był tak ułożony, że rodzic nie ma prawa tam zajrzeć, bo narusza jakieś granice. Zmieniło się więc bardzo dużo, również na linii rodzicielstwa jako takiego, a także poczucia, czy jestem ok jako rodzic, kiedy na przykład ingeruję. Nie wypracowaliśmy społecznie – stało się to po prostu za szybko – żadnych dobrych praktyk, uzusu, więc – jak przy każdej technologii – bardzo wąska grupa zyskała dzięki jej wprowadzeniu, wielowymiarowo, ale „masy” niestety stały się w pewnym sensie wykonawcami projektantów tych urządzeń i tego, co one za sobą niosą.

 

Jest taka mądra zasada w sieci: jeżeli coś jest za darmo, to znaczy, że ty jesteś towarem.

 

No właśnie, ona cały czas nam towarzyszy i myślę, że będzie towarzyszyła coraz bardziej intensywnie. Sam Altman z OpenAI zapowiedział, że ChatGPT wkrótce będzie działał jako intymny towarzysz. System zaoferuje użytkownikom erotyczne funkcje – iluzję interakcji miłosnej czy głębokiej przyjaźni. Zakładam, że początkowo te rzeczy będą bezpłatne, jak sam chat. Może OpenAI „przepala” obecnie miliardy dolarów, bo biznesem jest coś innego, ale wchodzimy właśnie w taką epokę, gdzie przyjaźń i miłość będą dostarczane „as a service” i po jakimś czasie w systemie subskrypcyjnym. Na początku wszystko dostajemy za darmo, żeby nas uzależnić, a następnie przyjdzie nam za to płacić, tak jak już dzisiaj opłacamy szereg platform i usług. W tym kapitalizmie afektywnym schodzi to coraz głębiej, można powiedzieć, że wręcz do korzenia naszego istnienia.


CZYTAJ TEŻ: Życie w barterze. A ty człowieku płać

 

Oczywiście, można sobie wykupić taki serwis i mieć iluzję tego, że mamy bliską osobę. Pewnie wielu ludziom to nawet pomoże, natomiast czar pryśnie choćby wtedy, kiedy dopadnie nas grypa i boleśnie przypomnimy sobie, że jednak nie ma wokół nas nikogo, kto na przykład przyniósłby nam leki z apteki.

 

Pojawia się pytanie, czy właśnie nie jest tak, że przez te trzy dekady, kiedy my scrollowaliśmy media społecznościowe, zmieniliśmy się na tyle, żeby być może nawet człowiek człowiekowi nie podałby tych leków. I tu pojawia się kłopot, bo ciągle żyjemy trochę w takim świecie wyobrażeń – no właśnie – z poprzedniej epoki. Mam na myśli czasy naszych dziadków, rodziców: „kto poda mi szklankę wody na starość”, prawda? Te wszystkie powiedzonka, filmy, wyobrażenia dotyczące tego, jak będzie wyglądała starość w rodzinie wielopokoleniowej. Ten świat, krótko mówiąc, już nie istnieje. Poza niektórymi miejscami oczywiście, bo „przyszłość” zawsze jest nierówno dystrybuowana, ale w większości mamy dzisiaj albo rodziny jednopokoleniowe, rodziny nuklearne, albo – i to jest niemałe „albo”, bo według raportu 40 proc. ludzi – żyje samotnie. Te osoby i tak nie mają żadnych alternatyw. Jeśli wiem, że nie mam rodziny, nie mam przyjaciela, żeby ktokolwiek cokolwiek mi podał, to chociaż maszyna da mi ulgę emocjonalną, bo takowej również potrzebuję. 



Rozmawiając o tych technologiach, trzeba uwzględnić cały krajobraz, na którym już „siedzimy”, a który nam się właściwie wydaje nie do wiary, bo żyjemy trochę w takich mentalnych uniwersach przeszłości.

 

Za to w przyszłości już ktoś na nas czeka, bo skoro 40 proc. ludzi to osoby samotne, to wystarczy tylko zagospodarować ogromną rzeszę potencjalnych klientów, którzy po prostu, brutalnie mówiąc, będą płacić za samą rozmowę, towarzysza.

 

Tak – i to jest chyba jeden z większych biznesowych obszarów, który do tej pory nie był zagospodarowany. Wiadomo, że marketing i sprzedaż zawsze bazowały na naszych afektach i tworzyły jakieś uniwersum, które miało atakować nasze emocje. Ale tutaj sytuacja jest inna z uwagi na budowę modeli i systemów, które każdego, do kogo mówią, mogą rozpoznać w algorytmicznym audycie i dostosować do każdego użytkownika przekaz emocjonalny, który będzie mu najbardziej odpowiadał. Trzeba powiedzieć, że to się dzieje od wielu lat, bardzo mocno zaczęto na to zwracać uwagę po pandemii.

 

Na przykład deweloperzy firmy Google w 2022 roku stworzyli Character.AI, serwis, który oferuje konwersacje z chatbotami. Na stronie mamy dokładną informację dla użytkowników, że misją Character.AI jest powołanie do życia marzeń science fiction o otwartych, bliskich rozmowach z komputerami. Dzisiaj mamy już tyle syntetycznych światów, od gier, poprzez vtuberów, po AI companiony, ale moim zdaniem bardzo ciekawe jest przyglądanie się marketingowym wezwaniom tych wszystkich aplikacji, bo one właściwie niczego nie ukrywają. Syntetyczny towarzysz Replika AI również ma hasło „towarzysz, który zapamiętuje rozmowy i dopasowuje się do twoich emocji”. Czyli wręcz produkt sam mówi: „hej, ludzie, zapomnieliście o sobie, nie dopasowujecie się do siebie, bo nic o sobie nie wiecie”. Tymczasem tutaj przychodzi sztuczny przyjaciel, który ci to oferuje, będzie przy tobie 24/7, będzie gotowy wysłuchać, wesprzeć, zrozumieć, bez oceniania.

 

Takich aplikacji jest mnóstwo. Badamy je ze studentami i naprawdę czasem jestem zaskoczona, w jakim tempie to się dzieje. Mamy kolejną taką aplikację – Paradot – i na przykład jej hasło marketingowe to „emocjonalna przystań w świecie”. „Pamięta, co czujesz i buduje relacje, które wyróżniają się autentycznością”. To jest wszystko to, co wyparowało z naszego świata, czyli technologia znowu przychodzi, żeby naprawić to, co zrobił nam internet, który nas w jakiś sposób zatomizował. Mamy na to nawet nazwę – technologiczny solucjonizm, czyli wyobrażenie, że technologia jest dobra na wszystko, rozwiąże każdy problem. A jak spojrzymy wstecz, to okazuje się, że waśnie technologia wytwarza pewnego rodzaju problemy, z którymi potem, w innej formie, przybywa walczyć.

 

Bohatersko oczywiście.

 

Tak, właśnie, bohatersko. I to z takim językiem, w którym wydaje się, trochę jak u Philipa K. Dicka i w science fiction, bardziej ludzka niż ludzie. Jak się temu przyglądam, to myślę sobie, że to naprawdę dobra nowina, że ludzie się zatrzymali i zobaczyli, jakie propozycje dostają już na poziomie samych haseł marketingowych. To jest bardzo dobre, żeby sobie nad tym chwilę pomedytować i podjąć taką refleksję: „hej, to są jakieś absolutne podstawy; jeśli scedujemy je na maszyny, czy to będzie jeszcze w ogóle ludzki świat?”.

 

CZYTAJ TEŻ: Zza klawiatury walczą z reżimem. Hakerzy rzucili wyzwanie Łukaszence


Pomyślałam o tym też w kontekście świąt i sztucznej inteligencji w handlu. Sama byłam ostatnio świadkiem – i to kilkukrotnie – sytuacji, kiedy ktoś używał AI, żeby najbliższym osobom znaleźć prezenty. I nie chodziło o to, że ten ktoś wiedział, co kupi, tylko traktował AI trochę jak maszynkę do porządkowania świata, „reduktor nadmiaru”, bo przecież jesteśmy mocno zanurzeni w tym konsumpcjonizmie. Tutaj wszystko działo się na poziomie pytań opisowych, czyli: chcę, żeby mój partner poczuł się spokojnie, chcę, żeby moje dziecko doświadczyło grupowych emocji. Zatem nie szukam już tutaj konkretnego produktu, tylko daję AI emocje, żeby chatbot znalazł mi rzeczy, które mogą na te emocje odpowiedzieć. To bardzo nowe zjawiska i myślę, że to świetny moment, żeby się temu wniknięciu maszyn w naszą rzeczywistość przyglądać.

 

Kiedy mówimy o AI, to wiadomo, że większość osób najczęściej szuka tam pomocy w pracy czy nauce, ułatwienia sobie życia, część ludzi liczy na elektroniczne towarzystwo. A czego szukamy dzisiaj na Instagramie albo Tik Toku? Mówimy o ograniczaniu dostępu do mediów społecznościowych dzieciom, a wielu spośród tych zaangażowanych użytkowników – a nawet uzależnionych od takich serwisów – to osoby dorosłe. Po co włączają taką aplikację?

 

No właśnie, to jest ciekawe, bo dotyczy właściwie wszystkich naszych wszystkich funkcji psychologicznych, a przy okazji wiąże się z architekturą tych serwisów, choćby pod kątem wspomnianej pętli dopaminowej. Czego szukamy? Przede wszystkim bycia widzianym, potwierdzenia, że ktoś nas widzi, bo to jest jednak jakaś nasza społeczna agora. Gatunkowo zawsze było to dla nas ważne. Kiedy patrzymy na to z punktu widzenia antropologii ewolucyjnej, ma to duży sens, bo jeśli są reakcje na nasze działania – tutaj akurat lajki, komentarze, wyświetlenia – jest to jakiś sygnał przynależności, który sprawia, że czujemy się bezpieczni.

 

Ale stało się też coś innego. Tak jak kiedyś był rynek, święto, wychodziło się i podpatrywało przy okazji, jak jest ubrana ta pani, jak tamta koleżanka, kto co kupił, gdzie był, kto jest z kim – możemy powiedzieć cała społeczna funkcja plotki, która w dużym stopniu budowała też zawsze naszą kulturę – tak dzisiaj idziemy do aplikacji i też patrzymy na jakieś wzorce scenariusza. Instagram chyba właśnie pełni funkcję takiego nieformalnego podręcznika życia, czyli: jak wygląda atrakcyjność, jak się ubierać, co mówią, jak reagują, jakie emocje są normalne, a jakie nienormalne. Gdybyśmy powiedzieli o takiej kulturowej historii afektu, to media społecznościowe wiele tu zmieniły. Jeszcze w 2000 roku, zanim wszedł Instagram, trzy czwarte wszystkich „dram”, „inb”, zachowań byłoby nie do pomyślenia poza światem cyfrowym. Natomiast tu ekshibicjonizm emocjonalny sprawił też, że ludzie zaczęli się tym emocjom przyglądać, bo dla nas gatunkowo jest to ciekawe, jakaś reakcja emocjonalna innego człowieka. Więc niech to będzie – w cudzysłowie – podręcznik życia, ale bardziej życia innych, tyle że nas to zawsze ciekawiło.

 

Przed mediami cyfrowymi plotka była bardzo często w życiu przydatna. Podobnie dzisiaj wiedza o tym, co ludzie lubią, a czego nie lubią, pozwala nam nawigować przez rzeczywistość, żeby nie popełnić faux-pas. Czasem ona nawet nie tyle coś nam daje, ile pozwala nie wpaść w jakąś sytuację, bo wiemy, że co chwilę na tapecie są jakieś nowe afery i skandale. Na poziomie naszych emocjonalnych doświadczeń Instagram służy również jako regulator pozwalający na chwilową ucieczkę od napięcia, rozładowanie frustracji i lęku przez scrollowanie, kompensację samotności. No i przyglądanie się innym, bo wszystkie lajki i reakcje stają się właściwie „miękką walutą” statusu wśród młodzieży, ale dorosłym też Instagram porządkuje to, kogo szanujemy, kogo nie szanujemy, także w wymiarach jakiejś zawodowej popularności.

 

Myślę, że Instagram dorosłych bywa wcielaniem w życie wymarzonych narracji o sobie samym, skrzętnie kuratorowanych przez użytkowników. Czasem ona jest szczera, ale w większości będzie to raczej nadzorowana tożsamość, którą mamy poczucie, że kontrolujemy. I może właśnie to jest tutaj ważne: danie nam iluzji, że przedstawiamy innym swoje życie w taki sposób, w jaki chcielibyśmy być widziani. To dużo, bo kwestia tego, jak jesteśmy postrzegani, jak czujemy się widziani, mocno wpływa na nasz dobrostan. Dlatego tworzymy „księgi twarzy” i „albumy życia”.

 

W przypadku korzystania z takich aplikacji pewnie tych przesłanek będzie bardzo dużo – od autoregulacji, przez kwestie statusowe, emocjonalne i kulturowe – ale zawsze wspólnym mianownikiem będzie jakaś potrzeba znaczenia, a później już nasza biologia. Choćby uzależnienia, czyli to, co było punktem wejścia w zabawę – miłe spędzanie czasu – przestaje być ważne, zaczyna być istotna już mowa naszego ciała, to, co mamy ucieleśnione. Dzięki temu instagramowemu kwadracikowi uspokajaliśmy się, mieliśmy chwilę dla siebie, ale w tym czasie było tyle emocji, że ta architektura bardzo nas uzależniła, w jakimś stopniu zadziałała podobnie jak hazard.

 

Dopamina nie jest istotna tylko dlatego, że zawsze daje nam nagrody, ale dlatego, że jej nagrody są nieprzewidywalne, jak w kasynie. I myślę, że tak waśnie działa Instagram, który jest kodowaniem przewidywania nagrody. Czasem się czegoś spodziewamy, czasem się nie spodziewamy. Czasem wrzucimy jakiś post i widzimy, że dostał wiele lajków, a inny nie. To są przykłady mechanizmów tak zwanych dark patterns w projektowaniu, uzależniające nas najbardziej po to, żeby utrzymywać naszą uwagę, pobudzać tę pętlę: oczekiwanie, sprawdzenie, mikronagroda, brak satysfakcji, znowu oczekiwanie. Myślę, że – poza naszymi intencjami – niestety trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że cały czas jesteśmy oszukiwani na poziomie biologii. Nie jest żadną tajemnicą, jak te systemy działają, jak były projektowane, ale ciągle – w zaskakujący, magiczny, omijający prawo i politykę sposób – działają.

 

CZYTAJ TEŻ: Nowy gracz na rynku praw telewizyjnych. „Dla kibiców to katastrofa”


I tu ważna rzecz, z której przeciętni użytkownicy być może akurat nie zdają sobie sprawy. Algorytmy w mediach społecznościowych to nie jest wyłącznie dzieło programistów, bo w ich powstawaniu biorą udział psycholodzy, którzy działają jak behawioryści: doskonale wiedzą, co zadziała na użytkowników.

 

Tak jest! Możemy tu od razu wspomnieć o whistleblowerce Francis Haugen, która pracowała dla Instagrama i Tristanie Harrisie, który też projektował te rozwiązania, a potem pojawił się w dokumencie „The Social Dilemma”, przekonując, że nie powinniśmy dawać AI swoich emocji. 

 


Francis Haugen informowała o badaniach nad dobrostanem nastolatek prowadzonych przez Instagram. Prowadzili je wybitni specjaliści: psycholodzy, neurobiolodzy – naukowcy świadomi mechanizmów wywierania wpływu i powstawania uzależnień. To jest właśnie niestety przekleństwo dzisiejszego świata nauki. Korporacje nie tylko 10-krotnie lepiej płacą, ale dają dostęp do nowoczesnych narzędzi, ogromnych grup badawczych, do przetwarzania wielkich ilości danych. Nie jest w stanie tego zaoferować badaczom każda uczelnia. Niektórych to po prostu „kręci”, tacy ludzie nie mają wyłącznie motywacji finansowej. To mogą być wybitni specjaliści, którzy myślą sobie: „nie będę siedział na takim uniwersytecie, na którym nie zrobię właściwie nic, chcę robić karierę, dlatego pójdę tam” – więc te motywacje też są złożone.

 

Korporacja potrafiła zawsze zebrać ze świata nie tylko doskonałych programistów, ale też znakomitych badaczy nauk społecznych. Paradoksalnie, dorobek nauk społecznych – antropologii, psychologii poznawczej, socjologii – z ostatnich dekad nie działa dzisiaj ku samowiedzy społeczeństwa. Nie jest tak, że badacze dowiadują się o człowieku po to, żeby ludzie dowiadywali się o sobie coraz więcej i działali tak, by zwiększać swój dobrostan. Zamiast tego dorobek nauki jest transferowany bezpośrednio do wąskich grup technofeudałów, którzy monetyzują wiedzę i wywierają na ludzi wpływ poprzez perswazję, manipulację i sposoby projektowania. Francis Haugen mówiła, że w wewnętrznych raportach wprost wyszło, że Instagram absolutnie obniża dobrostan dziewczynek. Te raporty zostały ukryte. Dzisiaj nie jest to już tajemnicą, szykują się procesy sądowe. Więc tak, te systemy tworzą ludzie znakomicie wykształceni i świadomi tego, co robią.

 

Media społecznościowe obiecywały też, że będziemy się czuć mniej samotni, że będą zbliżać ludzi, ułatwiać im kontakt. Tymczasem wyniki kolejnych badań jasno pokazują, że ludzie czują się coraz bardziej samotni. Czy to następne miejsce, w którym coś poszło nie tak, czy raczej znów daliśmy się nabrać?

 

Ogólnie dla kapitalizmu to jest wspaniała sprawa, kiedy ludzie są samotni. A dlaczego? Dlatego, że każdy z nich musi kupić dla siebie każdy przedmiot osobno. Co więcej, kapitalizm obarcza jednostkę całkowitą odpowiedzialnością za jej własny los i pozostawia nas z takim przekonaniem, że sami sobie jesteśmy winni. Jeśli jesteśmy samotni, jeśli mamy niezaspokojoną potrzebę bliskości, bycia widzianym, wyjątkowości, opieki, przynależności, to dostajemy sygnał: „przecież jesteś wolny, człowieku, trzeba było to sobie zorganizować i tę potrzebę zaspokoić”.

 

Kapitalizm sprzężony z kulturą indywidualizmu jest wspaniałym podglebiem, choćby do tego, żebyśmy mieli regulacje prawne, które każą zadecydować i podjąć decyzję rodzicom. Niezależnie od tego, czy rodzice zakażą dzieciom użytkowania mediów społecznościowych, czy powiedzą: „używaj dalej”, każda z tych sytuacji ma potencjalnie negatywne konsekwencje. Jeśli ja ci zakazuję, to i tak masz inne możliwości, żeby te niespełnione potrzeby w kapitalizmie spełnić. Jeśli zakażę ci „społecznościówek”, a ty zaczniesz przyjaźnić się z Repliką albo Character.AI, będą czekały na Ciebie, zupełnie innego rodzaju, ale równie mroczne zagrożenia jak w mediach społecznościowych.

 

Sztuczni towarzysze (AI companions) mogą tymczasowo zmniejszać samotność poprzez oferowanie empatycznej rozmowy. Badania harwardzkie* odnotowały krótkotrwałe obniżenie uczucia samotności użytkownika po każdej sesji. Kluczowym mechanizmem tego efektu było poczucie bycia wysłuchanym, bardziej niż sama treść rozmowy. Uważam, że już wkrótce będziemy obserwować różne trajektorie efektów w zależności od indywidualnych różnic użytkowników, między innymi stylu przywiązania, umiejętności samoregulacji, podatności na autorytety i wywieranie wpływu. Nowe badania z MIT Media Lab* sugerują, że przy długotrwałej relacji ze sztuczną inteligencją jako intymnym partnerem może wzrosnąć zależność emocjonalna użytkownika. Wzrasta też poczucie samotności, a przy intensywnym korzystaniu zmniejszać będą się kontakty międzyludzkie.

 

CZYTAJ TEŻ: Snobizm czy trauma? Zagraniczne wyjazdy zamiast świąt w domu są coraz popularniejsze


Czy jesteśmy w ogóle w stanie dokładnie określić, w jakim stopniu media społecznościowe nas zmieniają? Bo pewnie trudno zmierzyć na przykład to, o ile mniej sprawni jesteśmy z ich powodu w kontaktach z ludźmi w realu, prawda?

 

To jest bardzo trudno potwierdzić na zasadzie badań empirycznych. Mówimy o ludziach, więc musielibyśmy wziąć jakąś bardzo dużą grupę badawczą, śledzić ich życie lata wcześniej. Dlatego to oczywiste, że tutaj mówimy ciągle o korelacjach, ponieważ zjawiska społeczne nie są mierzalne takimi metodami naukowymi, jakie mamy w fizyce czy matematyce. Fajnie byłoby móc to zrobić, ale oczywiście każdy ma jakieś swoje, inne otoczenie i warunki funkcjonowania, więc – wiadomo – wyciągamy przybliżone wnioski, korelacje.

 

Niektóre rzeczy można badać i zastanawiać się, jak bardzo wpływają na nie takie rozwiązania jak media społecznościowe. Na przykład bada się przyjaźń. W Stanach Zjednoczonych od dekady jest szereg badań porównawczych z tym, co badano przykładowo w latach 80. Czyli: ilu przeciętna Amerykanka i Amerykanin mieli przyjaciół w 1988 roku, a ilu mają w 2025. Niezależnie od tego, jak te kryteria są formułowane, np. ile razy wychodziłeś w celach towarzyskich do rodziny, z dziećmi, na spotkania, to wszystkie te badania pokazują, że rzeczywiście stajemy się teraz mniej socjalni w realu. Deklarujemy, coraz mniejszą liczbę bliskich osób, ale też coraz mniejsze potrzeby. To jest temat bardzo złożony, bo oprócz technologii ważne jest to, jak pracujemy, ile pracujemy, jak wygląda świat ekonomii i kultury pozatechnologicznej. Na pewno nie da się udzielić odpowiedzi, że tylko media społecznościowe są winne i że przyniosły wyłącznie złe efekty.

 

„Friendship recession” nie przyszła nagle. Wpełzła cicho między kalendarze pełne obowiązków, długie dojazdy i ekrany, które obiecywały bliskość, a nauczyły wygodnego dystansu. Jeszcze pod koniec lat 80. przeciętny Amerykanin mógł wskazać kilku ludzi, z którymi dzielił codzienność, ciszę i kłopoty, dziś zaś coraz częściej potrafi wskazać jedynie kontakty, a nie relacje. Zmniejszyły się nie tylko kręgi przyjaciół, lecz także przestrzenie, w których przyjaźń mogła się rodzić: wspólnoty lokalne, kluby, kościoły, sąsiedzkie rytuały. Życie społeczne skurczyło się do fragmentów wciśniętych między pracę a zmęczenie, przyjaźń – wymagająca czasu, cierpliwości i powtarzalności – stała się luksusem. Paradoksalnie, im łatwiej dziś „być w kontakcie”, tym rzadziej jesteśmy naprawdę obecni w czyimś życiu. Badania pokazują, że rośnie liczba osób, które nie mają ani jednego bliskiego przyjaciela, jakby relacje stały się czymś zbyt kruchym, by je utrzymać – i zbyt kosztownym, by je pielęgnować. Przyjaźń, dawniej wpisana w strukturę codzienności, została sprywatyzowana i zdegradowana do dodatku, który można odłożyć na później. Wraz z nią zanika umiejętność bycia dla kogoś bez celu, bez produktywności, bez natychmiastowej gratyfikacji. „Friendship recession” nie jest tylko statystyką, lecz cichą zmianą obyczaju: przesunięciem od wspólnego życia ku równoległym samotnościom. To opowieść o społeczeństwie, które wciąż potrafi się komunikować, ale coraz rzadziej potrafi się zaprzyjaźnić.

 

Czy media społecznościowe mają potencjał, żeby nas uczyć, wzbogacać naszą wiedzę, czy to zwykły „rozpraszacz”?

 

Czuję się „córką” YouTube’a. Uważam, że to medium dało mi bardzo dużo w procesie zdobywania wiedzy. Chociażby przez to, że przedstawiło ważnych autorów, podsunęło nazwiska, rzeczy, o których nie mówiło się nigdzie w Polsce. Mogłam więc zacząć śledzić pewne procesy, pojechać na wystawy dotyczące Art&Science czy sztucznej inteligencji już kilkanaście lat temu. I stało się to dzięki mediom społecznościowym. Ta wiedza na pewno nie była wówczas dostępna w telewizji czy w kręgach społecznych, w których się poruszałam.

 

Myślę więc, że taki jasny, wspaniały, również wiedzotwórczy potencjał już w tym jest, ale dla tych, którzy mają ogromną ciekawość, a która akurat w moim przypadku jednak była pokłosiem epoki pisma. Podobnie jak większości dzieciaków z mojego pokolenia rodzice i dziadkowie podsuwali mi książki itd., więc mój umysł był przygotowany. Dzieciaki epoki obrazu będą miały podobne potrzeby, jednak to jest zupełnie innego rodzaju doświadczanie, poznawanie, które wymaga innych jednostek czasu, innego „attention span” (zakres uwagi), innych sposobów wejścia w historię. Oczywiście nie doświadczę tych fenomenów poznawczych, które ma to pokolenie, tak samo jego przedstawiciele w coraz mniejszym stopniu będą doświadczać tych fenomenów, które ja i pani znamy właśnie jako dziewczyny z kultury pisma, które jeszcze czytały dziewiętnastowieczne powieści, mające kilkaset stron. Dla dzisiejszego dzieciaka z pokolenia Alfa jest to czynność niezrozumiała, kompletnie dziwaczny pomysł. Po co?

 

W razie czego ChatGPT w skrócie opowie, co się wydarzyło w książce.

 

No właśnie. Jeśli wybierzemy życie w kulturze algorytmicznej, koncentrującej się na spojrzeniu utylitarnym, celowości, jednoznacznych odpowiedziach, to pytanie o to, co zdarzyło się w danej powieści, potraktowane zostanie projektowo. Wówczas myśl o tym, żeby czytać opisy przyrody przez kilkaset stron, wyda się śmieszna, bo do niczego konkretnego nie prowadzi. Natomiast jeśli żylibyśmy w zupełnie inaczej postawionej hierarchii wartości, to rzecz jasna poświęcalibyśmy na to swój wolny czas, prawda? Czytalibyśmy to wtedy jako coś pięknego, jako dowód, że w kulturze można robić coś, co nie jest utylitarne, tylko, powiedzmy, odwrotnie proporcjonalne do zmysłu praktycznego, niosące przyjemność z lektury czy wytężenia umysłu. Teraz jesteśmy jednak bardziej merkantylni i ta kultura algorytmiczna przekształca nasze myślenie na coraz bardziej utylitarne. Algorytmy potrafią czasem fantastycznie wyciągać esencję, skracać coś, więc cały proces, który jest przyjemnością per se – i myślę, że dużym stopniu tym literatura potrafi budować z naszą percepcję świata – może być dzisiaj odwrócony dzięki AI. Jeśli wybierzemy życie w kulturze algorytmicznej, dopasujemy do niej swoje umysły, wrażliwość, procesy percepcyjne i odczuwanie piękna. Ona sformatuje dla nas możliwości przeżywania świata.


CZYTAJ TEŻ: Szwecja przegrywa wojnę. Musi sięgnąć po specjalne środki

 

Bardzo dużo czytam w papierze, ale lubię używać AI, zastanawiając się nad inteligencją roju, mocą języka, możliwościami w obszarze poznania, trwałości, remixu, kontynuacji. Dla przyjemności zastanawiam się z AI jak wyglądałyby współczesne księgi Bene Gesserit z „Diuny” i jak opisałby obecny stan kultury i technointymności David Foster Wallace. To bardzo ciekawe, co dzieje się, kiedy ludzie z kultury pisma działają z AI, a co wyniknie, gdy zderzą się z nią ludzie z kultury obrazu – pokolenia Alfa i Beta. W każdym razie AI będzie inaczej pracować dla tych osób niż dla generacji silver, gdzie jest wiele osób samotnych. Kiedy robiliśmy badania Repliki, to właśnie najmłodsi i najstarsi pozytywnie odpowiadali na chatboty, nie milenialsi przekonani, że one kradną, monetyzują nasze dane i „w ogóle co to jest za głupota?”. Ale już dla tej starszej generacji to był pomysł wielce interesujący, nie tylko zamykający samotność, ale potrafiący przywołać wspomnienia, których już nikt nie potrafi przywołać, bo na przykład nikogo z naszych bliskich już nie ma. 



W dużych centrach nauki, gdzie na sali mamy po kilkaset osób, pytam dzieciaki, właśnie z pokolenia Alfa, jak oceniają sztucznego towarzysza, co o tym myślą. I muszę powiedzieć, że jesteśmy naprawdę spolaryzowani – tak jak w polityce, tak również tutaj, już kilka lat po wejściu sztucznej inteligencji do życia publicznego. Część tych młodych ludzi mówiła: „tak, to jest najlepszy przyjaciel”. I prawie połowa stwierdzała, że sztuczny towarzysz to dobry pomysł. Każdy podawał swoje powody i zazwyczaj były to rozpoznania, o których wiemy: że nie krzywdzi, nie hejtuje, albo nawet dzieci pisały wprost – że używa super języka. Jedna dziewczynka napisała nawet: „wspaniały husband material”. Ale część, która z tego nie korzysta, automatycznie pisała o tych używających, że to „freaki” i że korzystanie z takich systemów jest „krindżowe”. Widać, że jest jakaś nowa linia podziału i za parę lat zaczną wychodzić jej społeczne skutki.

 

Jeśli będziemy mieli takie regulacje, jakie proponuje Parlament Europejski, czyli uzależnimy funkcjonowanie towarzyszy AI wyłącznie od decyzji rodziców, to może się w przyszłości okazać niesamowicie obciążającą decyzją, z czego nie zdajemy sobie dzisiaj sprawy. Taki rodzic dostanie wybór: czy zgodzę się na media społecznościowe, czy zgodzę się na media syntetyczne, czyli właśnie tych sztucznych towarzyszy, żeby mój dzieciak to miał, a jeśli się nie zgodzę, to czy będę strasznym rodzicem? To są przecież wybory, które w perspektywie lat mogą naprawdę bardzo ustawiać psychikę i postawy młodych ludzi na przyszłość.

 

W takim razie na koniec kwestia, nad którą pewnie wielu się zastanawia. Mamy w komputerach i telefonach na przykład ChatGPT, jakieś inne chatboty, TikToka, Instagram i zapewne parę innych podobnych aplikacji. Okiem naukowca – radzi pani je skasować, czy raczej korzystać z umiarem i rozsądkiem?

 

Pomyślmy o Amiszach, o których powszechne mniemanie jest takie, że są radykalnymi wrogami technologii. Tymczasem mają do niej interesujący, wybiórczy stosunek. Polega to na tym, że technologie, które służą społeczności, zostawiamy, a te, które jej nie służą, po prostu odcinamy. To jest o tyle ciekawe, że na przykład jeśli chodzi o panele słoneczne, to wśród Amiszów, w ich wioskach i miasteczkach, są bardzo popularne. Ale już media społecznościowe – tego byśmy u nich absolutnie nie znaleźli.

 

Pojawiają się dzisiaj takie nurty wśród młodzieży, które nazywa się „nową autentycznością” albo „amistyką”. Głoszą one, że nie powinniśmy odrzucać tych serwisów, ale powinniśmy pokazać jakąś naszą duchową suwerenność wobec tych maszyn. Nie chodzi tu o nostalgię czy akty oporu, tylko o przyjmowanie technologii selektywnie, pytając, czy to służy naszym wartościom. Czyli nie chodzi tu o etykę technologicznego minimalizmu, lecz po prostu o myślenie trochę bardziej długoterminowe niż „tu i teraz”, zastanowienie się nad tym, co to w ogóle jest. Nie ma sensu pewnych rzeczy odrzucać z zasady, należy je najpierw jakoś poznać. Kłopot w tym, że na świecie wszystko dzieje się tak niezwykle szybko, że chyba dajemy sobie trochę mało czasu na zatrzymanie się i poznanie tego czy tamtego.

 

Myślę, że w tych technologiach jest naprawdę wiele dobrego. Wspominałam, że jestem „córką” YouTube'a i mam poczucie, że bardzo dużo nowych mediom zawdzięczam. Poznałam wiele osób i dzisiaj współpracuję z ludźmi, których bym prawdopodobnie bez tego nie poznała: z teatru, ze świata sztuki – i jest to wspaniałe, więc na pewno można te media społecznościowe dobrze wykorzystać. Natomiast jeśli będziemy po raz setny oglądali „dramy” jakiejś influencerki, to trudno powiedzieć, żeby to było inspirujące. Przyjmujmy to wszystko naprawdę selektywnie, czasem cofnijmy się o dwa kroki, nie odrzucajmy, ale zastanówmy się, po co to robimy, po co tam jesteśmy, co nam to przynosi. Im częściej takie myślenie nam towarzyszy, tym lepiej.

 

(*źródło: 1. De Freitas, J., Uğuralp, A. K., Uğuralp, Z., & Puntoni, S. (2025). AI companions reduce loneliness, Harvard Business School // 2. Adam, D. (2025). Supportive? addictive? abusive? How AI companions affect our mental health. Nature, 641(8062), 296–298. )


CZYTAJ TEŻ: Rodzimy za mało dzieci. I zapłacimy za to wysoką cenę

Kategorie: Telewizja

Dobre wejście Norwida w 2026 rok. Zwycięstwo z Barkomem

wCzestochowie.pl - nie., 04/01/2026 - 12:40

Częstochowianie bardzo szybko wypracowali sobie solidną przewagę w inauguracyjnej odsłonie (10:4) i utrzymywali ją w dalszej w dalszej części seta. Ostatecznie wygrali 25:21, a ostatni punkt zdobył Patrik Indra, który przedarł się przez blok rywali.

Druga odsłona była bardzo wyrównana (7:7, 11:11) i rozstrzygnęła się dopiero w końcówce. Od stanu 20:20 skuteczniejsi i bardziej uważni byli siatkarze Barkomu. Dwie ostatnie akcje skończył Wasyl Tupczij i goście wygrali 21:25.

Trzeci set poza początkiem należał już do częstochowian, którzy od stanu 9:7 zdobyli kilka punktów z rzędu (15:7). Od tego momentu kontrolowali przebieg tej partii, utrzymując wyraźną przewagę (20:11). Ostatni punkt zdobył Bartłomiej Lipiński (25:15).

Gospodarze poszli z ciosem i na początku czwartej odsłony prowadzili 7:2. Rywale nie zamierzali jednak odpuszczać i zdołali złapać kontakt (10:9). Częstochowianie znów odskoczyli i lepiej rozegrali końcówkę. Piłkę meczową wywalczył Lipiński (24:20), a pojedynek zakończył punktowy blok (25:20).

Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa – Barkom Każany Lwów 3:1
(25:21, 21:25, 25:15, 25:20)

Składy zespołów:
Norwid: Lipiński (14), Popiela (12), Ebadipour (22), De Cecco (1), Indra (18), Adamczyk (7), Makoś (libero) oraz Jeanlys (1), Kowalski
Barkom: Gueye (7), Kowalow (5), Pope (13), Kampa, Tupczij (17), Rogożyn (7), Pampuszko (libero) oraz Szewczenko (2), Kuts (1), Wiecki (1), Nakano (1)

Źródło: własne, KS Norwid Częstochowa, fot. facebook KS Norwid Częstochowa

Kategorie: Lokalne

"To USA rozdają karty". Szef Pentagonu o możliwej pełnoskalowej wojnie w Wenezueli

Dziennik - nie., 04/01/2026 - 12:32
Po ataku na Wenezuelę i pojmaniu szefa państwa, Nicolasa Manduro, minister obrony USA Pete Hegseth powiedział, kto teraz ustala warunku. Podkreślił, że jedynym rozdającym karty jest Donald Trump. Jeśli sytuacja nie będzie się rozwijała po jego myśli, wtedy podjęte zostaną kolejne, radykalne kroki. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

Jak mieszkają Europejczycy? Polacy blisko czołówki pod względem własności

TVN24 Biznes i Świat - nie., 04/01/2026 - 12:30
W 2024 roku sześćdziesiąt osiem procent populacji zamieszkującej Unię Europejską posiadało własną nieruchomość, podczas gdy pozostałe 32 procent mieszkało w wynajmowanym lokum - wynika z najnowszego raportu "Mieszkania w Europie – edycja 2025" sporządzonym przez Eurostat.
Kategorie: Telewizja

Dramatyczny pościg za pijanym kierowcą. Policjanci w szpitalu

TVP.Info - nie., 04/01/2026 - 12:12

W niedzielę o godz. 8:45 funkcjonariusze drogówki w Chojnowie zauważyli mazdę z uszkodzonym przodem. Chcieli zatrzymać to auto do kontroli. Jednak kierowca mazdy widząc sygnały do zatrzymania, zaczął uciekać.

 

W trakcie pościgu popełnił szereg wykroczeń drogowych. Na łuku drogi we wsi Studnica stracił panowanie nad autem, wjechał na przeciwległy pas i uderzył w nadjeżdżający radiowóz.

 


W wyniku zdarzenia dwóch policjantów zostało poszkodowanych i trafiło do szpitala. Na szczęście nie są to poważne obrażenia, głównie potłuczenia – powiedział portalowi TVP.Info asp. Paweł Noga z biura prasowego dolnośląskiej policji.

 

Badanie alkomatem wykazało, że 34-letni kierowca mazdy miał 0,4 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Okazało się również, że posiadał dwa sądowe zakazy prowadzenia pojazdów oraz przerobioną tablicę rejestracyjną. Za popełnione przestępstwa grozi mu kara do 5 lat więzienia.

 

Czytaj także: Pijany potrącił kobietę na chodniku. 37-latka zmarła

Kategorie: Telewizja

Tragedia w Szwajcarii. Zaniedbania i uchybienia w barze. "Zabawa zakończyła się masakrą"

Dziennik - nie., 04/01/2026 - 12:00
Cztery dni po dramatycznym pożarze w szwajcarskim kurorcie, w którym zginęło 40 osób, a ok. 120 zostało rannych, pojawiają się nowe informacje. Media donoszą o licznych zaniedbaniach w barze w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana, gdzie doszło do tragedii. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

Chińska rewolucja w półprzewodnikach. Nowy plan za dziesiątki miliardów dolarów

wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu - nie., 04/01/2026 - 12:00
Konfrontacja chińsko-amerykańska prowadzi do wyścigu obu mocarstw w dziedzinie nowych technologii. Konsekwencją tego wyścigu jest dążenie do samowystarczalności w dziedzinie półprzewodników, których znaczenie rośnie wraz z rozwojem sztucznej inteligencji.
Kategorie: Portale

Zaniedbania i nieprawidłowości. Nowe informacje o pożarze w Szwajcarii

TVP.Info - nie., 04/01/2026 - 11:51

Rzymski dziennik „La Repubblica” przytoczył wypowiedzi mieszkańców alpejskiego kurortu, którzy ujawnili, że w lokalu wprowadzano stałe zmiany, by ratować go przed bankructwem. Według tych relacji właściciele stale zwiększali liczbę stolików na dolnym poziomie i o ponad połowę zwęzili schody. Wyjście miało około metra szerokości.


Szereg nieprawidłowości w działalności baru w Crans-Montana


Jak zaznaczyli rozmówcy gazety znający ten bar, nie sposób było stamtąd uciec, gdy w środku było kilkaset osób. „Obsesja na punkcie zysku sprawiła, że zabawa okazała się pułapką i zakończyła masakrą” – podkreślił dziennik.


Cytowana przez „La Repubblicę” 19-latka, która zdołała uciec z płonącego lokalu, relacjonowała, że teoretycznie wstęp na zabawę miały tylko osoby dorosłe, ale usłyszała, że wystarczyło pokazać jeden dokument, by wejść razem z osobami w wieku 16,17 lat.


„Niestety posłuchaliśmy tej sugestii” – przyznała. W ten sposób do baru weszło kilkadziesiąt osób w wieku 16 lat, a nawet młodszych.


Czytaj także: „Hangar bólu” w Crans-Montanie. Modlą się i czekają na informacje


Prasa poinformowała też, że lokal miał licencję na serwowanie jedzenia i alkoholu, nie na funkcjonowanie jako dyskoteka, a mimo to w zaproszeniu na zabawę sylwestrową obiecywano uczestnikom „szalone tańce do rana”. Media przytaczają też wspomnienia ocalałych z pożaru młodych ludzi, którzy widzieli osoby płonące żywcem, próbujące uciec z baru.


– Widzieliśmy, jak pojawiły się płomienie, czuliśmy, jak spadają nam na głowy odłamki sufitu. Nikt nie przestał tańczyć i ludzie nagrywali ten spektakl – powiedział 21-letni Liam z miejscowości Sierre niedaleko Crans-Montany.


Inny uczestnik feralnej zabawy sylwestrowej, Włoch Edoardo włoskiej telewizji powiedział, że „Filmowałem to tylko przez kilka sekund, a potem uciekłem. Niestety inni nagrywali płomienie o kilka sekund dłużej”.


Trwają poszukiwania właścicieli lokalu


W związku z toczącą się dyskusją o kwestiach bezpieczeństwa burmistrz Crans-Montany Nicolas Feraud zapewnił w szwajcarskim radiu Rts, że „władze nigdy nie były pobłażliwe podczas inspekcji w barach”.


Prokuratura kantonu Valais, w którym położona jest Crans-Montana, wszczęła śledztwo wobec dwojga pochodzących z Francji właścicieli lokalu. Są oni podejrzani o nieumyślne spowodowanie śmierci i uszczerbku na zdrowiu oraz pożaru w wyniku zaniedbań. Według mediów miejsce pobytu pary nie jest obecnie znane.


Czytaj także: Polak wśród rannych w pożarze w Crans-Montanie

Kategorie: Telewizja
Subskrybuj zawartość