LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSLZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPN |
AktualnościPolacy w Tesli. Walczą o swój głos w gigafabryce pod BerlinemOd poniedziałku 2 marca przez trzy dni około 11 tysięcy pracowników podberlińskiej fabryki Tesli będzie głosować w wyborach do rady zakładowej. Po raz pierwszy o głosy walczyć będą także polscy pracownicy skupieni w Polskiej Inicjatywie GIGA Berlin. W swoim programie koncentrują się na propozycjach udogodnień dla pracujących w zakładzie Polaków. A ci stanowią w gigafabryce najliczniejszą grupę obcokrajowców. Ich liczba, według różnych szacunków, waha się od tysiąca do nawet 2,5 tysięcy. – Tak naprawdę nikt nie wie, ilu dokładnie Polaków pracuje w Tesli – mówi Agnieszka Misiuk, doradczyni w Faire Mobilität, sieci doradczej Federacji Niemieckich Związków Zawodowych (DGB). – Tesla nie ujawnia takich danych. Myślę, że ten brak transparentności jest poniekąd ich strategią. W naszej pracy posiłkujemy się danymi Ministerstwa Gospodarki i Pracy Brandenburgii, według którego 50 procent pracowników dojeżdża do fabryki z Berlina, 40 proc. z Brandenburgii, a 10 procent z Polski. Przedstawicielka Faire Mobilität podkreśla, że sieć doradcza nie ma nic wspólnego z polską inicjatywą. – Zaobserwowaliśmy działalność tej inicjatywy w mediach społecznościowych, ale nie mieliśmy z nią do czynienia – mówi Agnieszka Misiuk. – Dla nas najważniejsze jest uświadamianie pracownikom ich praw: żeby brali aktywny udział w wyborach do rady zakładowej, kandydowali do niej, głosowali. Polska inicjatywa jest jedną z jedenastu, które walczyć będą o 37 miejsc w radzie zakładowej. Swój program Polacy prezentują na ulotkach, a także grupie stworzonej na Facebooku. Przedstawiciel inicjatywy początkowo był chętny na rozmowę z DW, potem jednak wycofał się, tłumacząc, że do zakończenia kampanii nie może – rzekomo podobnie jak inne inicjatywy – udzielać wywiadów. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi, czy to zarządzenie wprowadzone zostało odgórnie przez Teslę, czy jest wewnętrzną instrukcją polskiej inicjatywy. Czytaj także: Studentka spłonęła żywcem po awarii drzwi w aucie od Muska O co zatem chcą walczyć Polacy? „Nie gryziemy ręki, która nas karmi – ale też nie siedzimy cicho” – można przeczytać na ulotce przygotowanej przez polską inicjatywę. Ilustrują ją rysunki białego orła w koszulce z napisem „GIGA”. Na Facebooku inicjatorzy wyjaśniają: „Chcemy mówić i bronić polskich spraw tam, gdzie zapadają decyzje. Bo jeśli nas tam nie ma, inni decydują za nas. Możemy między sobą narzekać i rozmawiać – ale bez reprezentacji nikt nie będzie nas brał na serio” (pisownia oryginalna). Konkretnie chodzi m.in. o dodatki stażowe, szkolenia, 45-minutową płatną przerwę w pracy czy utworzenie punktu wsparcia, pomagającego pracownikom w języku polskim uporać się z niemieckimi formalnościami. Wśród postulatów pojawia się nawet wprowadzenie do stołówkowego menu dań polskiej kuchni: „Aromatyczny bigos, sycące gołąbki czy kultowe pierogi to pyszna i zdrowa alternatywa, która dostarcza pozytywnej energii do pracy. Jesteśmy przekonani, że te smaki podbiją nie tylko polskie serca!” – zapewniają inicjatorzy. Jedną z dyskutowanych kwestii jest utworzenie tzw. Poland Ticket, benefitu, który pozwoliłby dojechać autokarem pracownikom z Polski do pracy w fabryce. Takie połączenie zaczęło już kursować w listopadzie ub.r. z granicy w okolicach Kostrzyna, teraz podobnych kursów domagają się pracownicy pochodzący z innych miejscowości. Z danych Faire Mobilität wynika, że większość pracujących w Tesli Polaków to osoby dojeżdżające codziennie do pracy z Polski. Wielu z nich pokonuje nawet sto i więcej kilometrów w jedną stronę, dojeżdżając do fabryki w Grünheide np. z Rzepina, Gorzowa, a nawet Szczecina. Przewijającym się postulatem jest wprowadzenie języka polskiego w komunikacji, także mailowej. – Większość pracujących w Tesli Polaków nie ogarnia niemieckiego czy angielskiego albo tylko na bardzo słabym poziomie – mówi DW jeden z byłych już pracowników fabryki. – W codziennej pracy funkcjonują, bo wiedzą, co mają robić. Gorzej, gdy przychodzi mail albo trzeba samemu coś w firmie załatwić. Czytaj także: Musk ma zostać bilionerem. Jest jeden warunek Sytuację Polaków w Tesli na bieżąco analizuje sieć doradcza Faire Mobilität. W 2022 roku na stacji Fangschleuse, w niedalekim sąsiedztwie fabryki, powstało nawet biuro, które udziela porad w języku polskim. Faire Mobilität, które wspiera związek zawodowy IG Metall, warunki pracy w Tesli określa jako trudne, wskazuje też, że liczba urazów i wypadków przy pracy jest znacznie wyższa niż średnia w branży. „Co więcej, kultura polityczna w ‘Gigafactory’ charakteryzuje się wrogością wobec związków zawodowych i ich rozbijaniem” – czytamy w opracowaniu na temat pracy w Tesli. Placówka wskazuje również na pewne cechy wyróżniające pracujących w gigafabryce Polaków od innych. – Polacy najczęściej pracują jako pracownicy tymczasowi, zatrudnieni przez agencję a nie samą z Teslę – tłumaczy Agnieszka Misiuk. – To bardzo niepewny stosunek pracy. Jeśli są jakieś zmiany, zwolnienia – to pracownicy tymczasowi są nimi jako pierwsi dotknięci. Jak zauważa Faire Mobilität, dążenie do otrzymania stałego zatrudnienia wywiera szczególną presję na pracowników tymczasowych. Zdaniem placówki wielu polskich pracowników ma przychodzić do pracy nawet wtedy, gdy są chorzy – byleby nie podpaść kierownictwu. „Sama Tesla podaje, że wskaźnik zachorowań wśród pracowników tymczasowych wynosi zaledwie około dwóch procent – a zatem stanowi jedynie ułamek wskaźnika zachorowań wśród pracowników stałych” – czytamy w opracowaniu poradni. Do tego niepewna sytuacja pracowników tymczasowych sprawia, że wielu z nich boi się dochodzić swoich praw, uważa Faire Mobilität. Wybory do rady zakładowej Tesli skupiają na sobie dużą uwagę niemieckich mediów. „Der Spiegel” pisze o „wojnie kulturowej”, zaś według „Business Insider” wyniki wyborów mogą nawet być decydujące dla przyszłości fabryki. Wszystko za sprawą konfliktu między związkami zawodowymi IG Metall a kierownictwem zakładu, które jawnie okazuje związkowcom swoją niechęć. IG Metall uważany jest za największy pod względem liczby członków związek zawodowy na świecie. Obecnie obsadza ok. 40 procent rady zakładowej w Tesli. Tym razem dąży do uzyskania większości w wyborach i przeforsowania w fabryce układu zbiorowego. Sprzeciwia się temu ostro szef zakładu w Grünheide Andre Thierig. Jak donosi m.in. dziennik „Handelsblatt”, podczas jednego z wewnętrznych spotkań w grudniu 2025 r. miał on powiedzieć: „Osobiście nie wyobrażam sobie, aby Elon (Musk), aby nasza rada, zdecydowała się na rozbudowę fabryki, gdyby większość głosów przypadła IG Metall”. W minioną środę (18.02.), podczas spotkania online szefa Elona Muska z załogą podberlińskiej fabryki, miliarder przedstawiał świetlaną przyszłość zakładu. Miał powiedzieć, że rozbudowa będzie możliwa pod warunkiem, że fabryka pozostanie wolna od zewnętrznych wpływów. To samo Musk podkreślił w opublikowanym w piątek na platformie X wywiadzie: „Nie zamkniemy fabryki, ale realistycznie rzecz ujmując, nie będziemy jej też rozbudowywać”. Czytaj także: Firma Muska przegrywa w Europie. Chiński konkurent wygryza ją z rynku Czy niechęć do związków zawodowych kierownictwa fabryki w Grünheide przysporzy głosów innym inicjatywom? Gdy w środę na wspomnianym spotkaniu przedstawiały się poszczególne komitety, największy aplauz otrzymała inicjatywa GIGA United, która, jak podaje „Der Spiegel”, pozostaje na jednej linii z kierownictwem zakładu. Kategorie: Telewizja
Nie żyje znany fotoreporter. „Dostrzegał to, czego inni nie widzieli”Chełstowski zmarł w Warszawie podczas spotkania Związku Polskich Artystów Fotografików przy Placu Zamkowym. Zasłabł nagle. „Natychmiast rozpoczęliśmy reanimację i wezwaliśmy karetkę, a przeszkoleni koledzy podzielili się rolami, walcząc o jego życie, podczas gdy inni bezskutecznie szukali automatycznego defibrylatora AED w okolicy” – poinformował z kolei fotoreporter Jan Wojtek Łaski. Dodał, że ambulans przyjechał po ponad trzydziestu minutach. „Mimo naszych wysiłków serce Adama zatrzymało się na zawsze” – napisał. W swoim wpisie w mediach społecznościowych zarzucił organizatorom spotkania, że to niedopuszczalne, „by w takim miejscu nie było w pobliżu sprzętu ratującego życie”. Łaski podkreślił przy tym: „Ogarnia mnie gniew, że w tak reprezentacyjnym miejscu nie zadbano o całodobowo dostępny defibrylator, choć za instalację AED w przestrzeni publicznej odpowiadają władze samorządowe, zarządcy obiektów oraz instytucje działające w imieniu miasta. Być może po tych słowach takie urządzenie pojawi się przed Zamkiem Królewskim, lecz szkoda, że nie pomyślano o tym wcześniej – być może dziś Adam nadal byłby z nami”. Fotoreportera pożegnał w mediach społecznościowych także fotograf Jakub Szymczuk. „Dziś zmarł nagle Adam Chełstowski, skromny i wybitny fotoreporter i jak to z fotoreporterami często bywa – wydaje się wam, że go nie znacie. Wydaje się jedynie. Stworzył setki legendarnych politycznych zdjęć, które codziennie oglądaliście. Tak to już bywa w tym fachu, niewielu czyta podpisy pod zdjęciami. Jego spojrzenie zostanie spojrzeniem na współczesną historię Polski” – napisał. Adam Chełstowski relacjonował najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne w Polsce, ostatnio choćby obecność prezydenta Karola Nawrockiego w Sejmie podczas wystąpienia ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Czytaj także: Sport i fotografia. „Najlepiej na zdjęciach wychodził Kozakiewicz” Kategorie: Telewizja
Poważne ostrzeżenie z Australii. Polska na celownikuZdaniem prof. John Blaxlanda, byłego oficera australijskiej armii, Polska odgrywa coraz ważniejszą rolę w europejskim bezpieczeństwie. W wielu obszarach wyprzedzamy inne państwa – nie tylko działaniami, ale też sposobem myślenia.
Kategorie: Portale
Buksa trafił do siatki Fiorentiny. Skorupski zachował czyste kontoBologna, z bramkarzem Łukaszem Skorupskim, wygrała na wyjeździe z Pisą 1:0 w 27. kolejce włoskiej Serie A. W drugim poniedziałkowym meczu Udinese pokonało 3:0 Fiorentinę, rywala Rakowa Częstochowa w 1/8 finału Ligi Konferencji. Jedną z bramek zdobył Adam Buksa.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
Epokowy zwrot w Europie? Rosja nie traktuje poważnie Francji i NiemiecNiemieccy komentatorzy różnią się w ocenach propozycji prezydenta Francji Emmanuela Macrona udziału krajów europejskich we francuskim odstraszaniu nuklearnym. Gazety podkreślają, że kluczową rolę w tym przedsięwzięciu mają odegrać Niemcy. Jednak ruchy Niemiec i Francji nie są traktowanie w Rosji poważnie – zwraca uwagę "Frankfurter Allgemeine Zeitung".
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Duży problem bloków z wielkiej płyty. Padła graniczna dataWielka płyta, czyli bloki budowane z prefabrykatów, mogą wytrzymać jeszcze wiele lat. Eksperci ostrzegają jednak, że kluczowa będzie tutaj ich prawidłowa konserwacja, pozwalająca wydłużyć "żywotność" budynków stawianych w czasach PRL.
Kategorie: Portale
Pierwszy samolot z Dubaju już w Polsce. „Szybkie pakowanie i biegiem”Rano na Lotnisku Chopina w Warszawie wylądował samolot z Dubaju, którym do kraju wrócili Polacy przebywający w rejonie objętym konfliktem na Bliskim Wschodzie. Wielu pasażerów jeszcze kilka godzin wcześniej nie miało pewności, czy lot w ogóle się odbędzie. Jednym z powracających był pan Paweł. W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że informację o możliwości powrotu otrzymał zaledwie godzinę przed wylotem. – Część osób, które są przyjezdne, na pewno sytuację na Bliskim Wschodzie odczuwają bardziej niż osoby, które tam mieszkają na stałe. Z tego, co zauważyłem, osoby mieszkające tam na stałe po prostu robią swoje. Osoby przyjezdne siedzą w hotelach i czekają na informacje z MSZ – powiedział. – Ludzie nie wierzyli, że ten samolot w ogóle wystartuje, a po przylocie zaczęły się oklaski, więc są naprawdę zadowoleni z tego, że są w Polsce. Informację o locie dostałem godzinę przed wylotem na telefon do pokoju. Było szybkie pakowanie i po prostu bieg na samolot. Ja też do końca nie wierzyłem, że to się uda – relacjonował. Kilka godzin wcześniej, z około dwuipółgodzinnym opóźnieniem, do Warszawy dotarł również samolot z Polakami na pokładzie z Salali w Omanie. Pasażerowie mówili, że maszyna miała dodatkowe międzylądowanie w Egipcie, jednak – jak podkreślali – nie odczuli bezpośredniego zagrożenia. Lotniska w Omanie należą obecnie do nielicznych w regionie, które funkcjonują względnie normalnie. Część europejskich podróżnych wybiera drogę lądową do Omanu, aby stamtąd próbować wrócić do Europy. Ministerstwo Spraw Zagranicznych 2 marca ostrzegało przed podróżowaniem do Omanu. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych podkreślono, że trwa zakrojona na szeroką skalę operacja militarna na Bliskim Wschodzie, a przestrzeń powietrzna dla ruchu cywilnego w wielu krajach regionu pozostaje zamknięta. Dzięki wsparciu polskich dyplomatów udało się ewakuować wszystkie zorganizowane grupy z Izraela, a także wielu Polaków z Jordanii. Tysiące obywateli Polski wciąż przebywa jednak w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i innych państwach regionu. Wiele połączeń lotniczych pozostaje zawieszonych, a decyzje o wznowieniu ruchu uzależnione są od sytuacji bezpieczeństwa i ewentualnego otwarcia przestrzeni powietrznej. Czytaj też: Potężny nalot na Teheran. Media: W całym mieście słychać wybuchy Kategorie: Telewizja
Kosiniak-Kamysz o nowej wojnie. Ostrzegł przed konsekwencjami dla PolskiWojna w Iranie przesuwa środek ciężkości zainteresowania USA na Bliski Wschód i to "nie epizodycznie, tylko na dłużej"- powiedział w Waszyngtonie wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Dodał, że to ogromne zużycie amunicji przez USA może mieć wpływ na Polskę i Europę. Zapewnił także, że USA sprzyjają programowi SAFE.
Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa
Real Madryt przegrał drugi mecz z rzędu. Triumf Getafe na Santiago BernabeuSensacja na Santiago Benabeu. Real Madryt niespodziewanie przegrał na własnym stadionie z Getafe 0:1. To druga porażka z rzędu "Królewskich" w hiszpańskiej La Liga. Po 26 kolejkach rozgrywek stołeczny zespół zajmuje drugie miejsce w tabeli, ze stratą czterech punktów do prowadzącej Barcelony.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
Pyszny obiad na wtorek. Podajemy przepis, Ty gotujesz. Aromatyczna, orientalna zupa rybnaZupa rybna to danie, które jest delikatne i pożywne. Na wtorkowy obiad proponujemy zupę rybną w orientalnym stylu. Przygotujemy ją prawie błyskawicznie. Wyjątkowy smak i aksamitną konsystencję zawdzięcza przyprawom i mleczku kokosowemu. Ta zupa to pełnowartościowy, jednodaniowy obiad.
Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Zabraknie paliwa na stacjach? Panika może słono kosztowaćPo ataku Izraela i USA na Iran notowania ropy mocno poszły w górę, co budzi obawy o ceny na stacjach paliw. Kierowcy mogą myśleć o robieniu zapasów, ale przewóz benzyny i diesla podlega rygorystycznym przepisom i może skończyć się wysokimi mandatami.
Kategorie: Portale
Rewolucja na drogach. Od dziś zmiany w przepisach
Od wtorku policja będzie mogła zatrzymać prawo jazdy za przekroczenie prędkości o ponad 50 kilometrów na godzinę także poza obszarem zabudowanym. Tego samego dnia wszedł w życie nowy limit wiekowy, od którego dziecko może poruszać się na hulajnodze elektrycznej.
Kategorie: Telewizja
Tylko wystartował, a już musiał lądować. Pożar silnika uziemił samolotBoeing 787-9 zdążył wzbić się w powietrze i przemierzyć niewielką część swojej planowanej trasy, kiedy okazało się, że pojawił się problem z maszyną. Straż pożarna dostała informację, że pali się jeden z silników samolotu. Najszybszym rozwiązaniem okazał się powrót do portu, z którego Boeing wyruszył. Maszyna bezpiecznie wylądowała w Los Angeles. Rzecznik United Airlines poinformował, że na pokładzie samolotu znajdowało się łącznie 256 pasażerów i 12 członków załogi. Strażacy ewakuowali wszystkich z pokładu przy pomocy specjalnych schodów, po których pasażerowie zjechali na ziemię. Ewakuowani dotarli potem na teren terminala autobusami. Rzeczniczka straży pożarnej w Los Angeles Lyndsey Lantz przekazała, że ratownicy nie potwierdzili, czy po wylądowaniu silnik jeszcze się palił, ale Boeing po kilku godzinach był gotowy do kolejnej podróży. CZYTAJ TEŻ: LOT odwołuje połączenia na Bliski Wschód. Jest komunikat Kategorie: Telewizja
J.D. Vance jasno określił cel USA. Los reżimu w Iranie jest drugorzędnyWiceprezydent USA jasno określił cel operacji przeciwko Iranowi. J.D. Vance zapewnił, że prezydent Donald Trump nie pozwoli na prowadzenie wieloletniej wojny. "To, co się stanie z reżimem w Iranie jest drugorzędne wobec głównego celu jakim jest pozbawienie Iran możliwości pozyskania broni jądrowej" - powiedział w wywiadzie dla Fox News.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
Powroty Polaków z Dubaju. „Szybkie pakowanie i bieg na samolot”Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie sparaliżowała ruch lotniczy w regionie. Do Warszawy przyleciały samoloty z Dubaju i Omanu z Polakami wracającymi do kraju.
Kategorie: Telewizja
Autor kultowych thrillerów odwiedzi Polskę. Wizyta zbiega się z wydaniem nowej książkiJego książki to mroczne, wielowarstwowe thrillery psychologiczne, które szybko stają się bestsellerami. Trzymają w napięciu i potrafią naprawdę przestraszyć. Sebastian Fitzek, autor kultowych powieści sensacyjnych, przyjeżdża do Polski, by spotkać się z czytelnikami. Jego wizyta zbiega się z wydaniem polskiego przekładu jego powieści.
Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Kultowy serial kryminalny. Nowy odcinek hitu dziś w polskiej telewizjiKultowy serial kryminalny "Chicago P.D." o sierżancie Hanku Voightcie i jego funkcjonariuszach z elitarnej jednostki dochodzeniowo-śledczej policji powrócił na antenę polskojęzycznej telewizji. Gdzie i o której godzinie Polacy będą mogli oglądać dziewiąty odcinek trzynastego sezonu niezmiennie uwielbianego hitu?
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Egzamin ósmoklasisty 2026: Wymagania egzaminacyjne – co trzeba umieć z języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego?Egzamin ósmoklasisty 2026 zbliża się wielkimi krokami. Od wyników tych testów zależy Twoja przyszłość w wymarzonym liceum lub technikum. CKE utrzymała stabilną strukturę egzaminu, dzieląc go na trzy kluczowe części: język polski, matematykę oraz język obcy. W tym artykule znajdziesz dokładny harmonogram, czas trwania poszczególnych bloków oraz – co najważniejsze – pełną, zaktualizowaną listę lektur obowiązkowych.
Olga Skórko
Kategorie: Prasa
Cele USA i Izraela w wojnie z Iranem są „zbieżne, ale nie identyczne”Amerykańsko-izraelska operacja rozpoczęła się od klasycznego uderzenia dekapitacyjnego wymierzonego w rdzeń systemu władzy i aparatu bezpieczeństwa. Celem stały się centra dowodzenia, łączność, wybrane instalacje rakietowe oraz kluczowi dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Tego typu operacja ma sparaliżować łańcuch dowodzenia i wywołać dezorganizację, zanim przeciwnik zdoła przejść do skoordynowanej odpowiedzi. Ma też wymiar psychologiczny – pokazuje, że nikt nie jest bezpieczny nawet w najgłębiej chronionych ośrodkach. Pytanie jednak, czy Iran był na taki scenariusz przygotowany. Islamska Republika od dekad funkcjonuje w warunkach permanentnego zagrożenia. System władzy zaprojektowano tak, by przetrwać poważne straty kadrowe. IRGC posiada równoległe wobec armii regularnej struktury dowodzenia, a sukcesja polityczna i wojskowa w wielu obszarach została wcześniej zaplanowana. Infrastruktura związana z programem rakietowym jest rozproszona i głęboko bunkrowana, a system dowodzenia w ostatnich latach decentralizowano, by utrudnić jego sparaliżowanie jednym ciosem. Dlatego pierwsze godziny wojny nie przesądzają o jej wyniku. Uderzenie było spektakularne i kosztowne dla Teheranu, lecz nie musi oznaczać załamania państwa. Jak potoczą się jego losy – i losy tego konfliktu? Czytaj też: Trump zapowiada eskalację. „Jeszcze nawet nie zaczęliśmy” W najkorzystniejszym dla USA i Izraela wariancie obecna operacja nie przerodzi się w długą wojnę regionalną, lecz doprowadzi do pęknięcia wewnątrz irańskiego systemu władzy. Kluczowe jest tu rozróżnienie między aparatem wojskowo-rewolucyjnym a strukturą państwową jako taką. Prawdopodobnie nie przez przypadek dotychczasowe uderzenia koncentrowały się przede wszystkim na wojskowych – dowódcach IRGC, centrach dowodzenia. Infrastruktura cywilna i administracyjna nie stała się głównym celem. Jeśli ten schemat się utrzyma, może to oznaczać próbę wywołania kontrolowanej implozji reżimu: osłabienia twardego rdzenia siłowego przy pozostawieniu przestrzeni dla alternatywy politycznej. Taki scenariusz zakłada, że w Teheranie dojdzie do wewnętrznego przesilenia. Część elit – technokratów, administracji państwowej, biznesu powiązanego z eksportem ropy – może uznać, że dalsza konfrontacja z Zachodem grozi przetrwaniu państwa. Jeśli jednocześnie aparat siłowy zostanie osłabiony personalnie i logistycznie, presja na zmianę kursu może wzrosnąć. Nie musi to oznaczać natychmiastowego upadku Islamskiej Republiki. Bardziej realna byłaby „korekta systemu”: odsunięcie najbardziej konfrontacyjnych frakcji, ograniczenie roli części struktur IRGC, powrót do negocjacji w sprawie programu nuklearnego i próba wyjścia z izolacji. Dla Waszyngtonu byłby to sukces bez konieczności okupacji czy długotrwałej operacji lądowej. Warunkiem powodzenia takiego scenariusza jest jednak kilka czynników. Po pierwsze – utrzymanie presji militarnej przy jednoczesnym unikaniu masowych strat cywilnych, które mogłyby skonsolidować społeczeństwo wokół twardej linii. Po drugie – konieczny jest jasny sygnał, że Zachód zaakceptuje „Iran po korekcie”, a nie wyłącznie Iran całkowicie zdemontowany. Po trzecie – nie mniej istotny jest brak bezpośredniej interwencji Rosji i Chin, które mogłyby wzmocnić najbardziej radykalne frakcje. Nie chodzi tu o bezpośrednie wejście w wojnę (na to ani Moskwa, ani Pekin nie są gotowe), ale o stworzenie sytuacji analogicznej do zachodniego wsparcia dla Ukrainy. O ile w przypadku Rosji to mało realny scenariusz, o tyle Chiny miałyby tu znacznie więcej asów w rękawie. Załóżmy jednak, że do niczego takiego nie dojdzie, a Amerykanom i Izraelczykom uda się zrealizować najkorzystniejszy scenariusz. Skutki takiego rozwoju wydarzeń byłyby daleko idące. Regionalne napięcie stopniowo opadłoby, ceny ropy wróciłyby do stabilniejszych poziomów, a Izrael zyskałby większe poczucie bezpieczeństwa strategicznego. Bliski Wschód nie stałby się przestrzenią wieloletniej wojny, lecz przeszedłby przez okres ostrego, ale krótkiego przesilenia. Czytaj też: Minister wojny USA: Nie rozpoczęliśmy tej wojny, ale ją zakończymy Najbardziej realistyczny wariant zakłada, że konflikt nie doprowadzi ani do szybkiej zmiany władzy w Teheranie, ani do załamania państwa. Iran przetrwałby pierwszy szok, odbudował łańcuch dowodzenia i przeszedł do strategii przetrwania. Wojna przekształciłaby się w długotrwałą, kontrolowaną eskalację. W tym scenariuszu USA i Izrael kontynuowałyby precyzyjne uderzenia w infrastrukturę wojskową i program rakietowy. Iran odpowiadałby asymetrycznie: atakami rakietowymi i dronowymi, aktywizacją milicji w Iraku i Syrii, presją na żeglugę w rejonie Cieśniny Ormuz oraz wykorzystaniem Hezbollahu. Konflikt przybrałby formę wojny na wyczerpanie. Kluczowa byłaby zdolność do utrzymania działań przez miesiące. Iran ponosiłby straty, ale zachowałby możliwość zadawania ograniczonych uderzeń. USA i Izrael utrzymywałyby przewagę powietrzną, lecz nie wyeliminowałyby całkowicie zagrożenia rakietowego. Region znalazłby się w stanie permanentnego napięcia. Liban pozostałby niestabilny, Irak balansowałby między presją Teheranu a obecnością amerykańską, a państwa Zatoki zwiększałyby inwestycje w obronę powietrzną i ochronę infrastruktury energetycznej. Żegluga w Zatoce Perskiej funkcjonowałaby przy podwyższonym ryzyku, co przełożyłoby się na wyższe koszty transportu. Gospodarczo oznaczałoby to utrzymywanie się cen ropy na podwyższonym poziomie – niekoniecznie dramatycznym, lecz zwiększającym presję inflacyjną. Politycznie skutkowałoby to dalszą militaryzacją regionu oraz większym zaangażowaniem mocarstw zewnętrznych. Dla Chin, jako największego importera ropy z regionu, kluczowe byłoby utrzymanie minimalnej stabilności szlaków energetycznych, nawet kosztem cichego wsparcia dla Teheranu. Społecznie Iran nie musiałby eksplodować rewolucją. Zewnętrzna presja mogłaby częściowo konsolidować społeczeństwo wokół państwa, mimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Reżim adaptowałby się do warunków wojennych jak w przeszłości w okresach sankcji. Byłby to scenariusz bez spektakularnego finału – bez upadku Teheranu i bez jednoznacznego zwycięstwa Zachodu. Konflikt stałby się kosztowną, przedłużającą się normalnością. Najczarniejszy wariant zakładałby nie tylko osłabienie reżimu, lecz jego faktyczne załamanie. Uderzenia dekapitacyjne, dalsze straty wśród dowódców IRGC oraz zniszczenie kluczowych węzłów dowodzenia mogłyby doprowadzić do rozpadu spójności aparatu państwowego. Jeśli równocześnie doszłoby do głębokiego kryzysu gospodarczego i masowych niepokojów społecznych, Iran wszedłby w fazę wewnętrznej destabilizacji. Taki rozwój wydarzeń nie oznaczałby jednak automatycznie prozachodniego przełomu. Historia Iraku po 2003 roku pokazała, że upadek centralnej władzy w państwie o silnych podziałach wewnętrznych może prowadzić do próżni bezpieczeństwa, a nie do szybkiej demokratyzacji. Iran jest krajem wieloetnicznym i regionalnie zróżnicowanym. Kurdowie na północnym zachodzie, Beludżowie na wschodzie czy Arabowie w Chuzestanie mogliby wykorzystać osłabienie centrum do realizacji własnych aspiracji. Rywalizujące frakcje IRGC, struktur bezpieczeństwa i duchowieństwa mogłyby wejść w otwarty konflikt o kontrolę nad państwem. Czytaj też: Iran wściekły na Trumpa. „Nie będziemy negocjować ze Stanami Zjednoczonymi” W takim scenariuszu pojawiłoby się ryzyko rozproszenia arsenału rakietowego oraz infrastruktury związanej z programem nuklearnym. Nawet jeśli nie doszłoby do przejęcia broni przez podmioty niepaństwowe, sama utrata centralnej kontroli oznaczałaby wieloletni chaos. Milicje, które dotąd działały jako narzędzie polityki zagranicznej Teheranu, mogłyby przekształcić się w autonomiczne ośrodki siły. Konsekwencje regionalne byłyby poważne. Irak i Liban, już dziś kruche politycznie, znalazłyby się pod dodatkową presją. Turcja, Rosja czy państwa Zatoki mogłyby próbować zabezpieczać własne interesy poprzez wsparcie wybranych frakcji. Izrael stanąłby przed dylematem: czy chaos w Iranie jest mniejszym zagrożeniem niż stabilny, ale wrogi reżim. W wymiarze społecznym oznaczałoby to falę uchodźców – potencjalnie liczoną w milionach – kierującą się do Turcji, Azji Środkowej i Europy. Gospodarczo skutkiem byłaby poważna destabilizacja rynku energii. Zakłócenia eksportu z Iranu oraz niepewność w rejonie Zatoki Perskiej mogłyby wywindować ceny ropy do poziomów wyraźnie przekraczających 100 dolarów za baryłkę, z globalnymi konsekwencjami inflacyjnymi. Największe ryzyko tego scenariusza polegałoby jednak na czymś innym: na utracie kontroli nad procesem. W przeciwieństwie do operacji wojskowej, którą można planować i kalibrować, rozpad państwa jest zjawiskiem trudnym do przewidzenia i jeszcze trudniejszym do zatrzymania. Upadek reżimu nie musiałby oznaczać końca zagrożenia – mógłby stać się początkiem długotrwałej niestabilności. Czytaj też: Atak rakietowy na Izrael. Iran uderzył w biuro Netanjahu To najważniejsze pytanie tej wojny. Uderzenie dekapitacyjne mogło być skuteczne wojskowo, ale bez planu politycznego łatwo staje się początkiem długiego kryzysu. W przypadku Iranu problem nie dotyczy wyłącznie tego, jak osłabić przeciwnika, lecz co miałoby powstać w miejsce obecnej równowagi sił. Cele USA i Izraela są zbieżne, lecz nie identyczne. Dla Izraela priorytetem pozostaje eliminacja zagrożenia bezpośredniego – programu rakietowego, potencjału nuklearnego i sieci milicji działających wokół jego granic. Z perspektywy Tel Awiwu nawet trwałe, wieloletnie osłabienie Iranu mogłoby zostać uznane za wystarczający sukces, niezależnie od tego, kto formalnie rządziłby w Teheranie. Waszyngton musi brać pod uwagę szerszy kontekst. Oprócz bezpieczeństwa Izraela liczą się stabilność rynku energii, bezpieczeństwo żeglugi, relacje z państwami Zatoki i unikanie scenariusza, który wymagałby amerykańskiej interwencji lądowej. Doświadczenia Iraku i Afganistanu ograniczają gotowość USA do wchodzenia w operacje, których nie da się szybko zamknąć. Jeśli rzeczywistym celem miałaby być zmiana władzy w Teheranie, potrzebna byłaby realna alternatywa polityczna. Dziś jej nie widać. Irańska opozycja jest podzielona, a próba zewnętrznego „wyznaczenia” nowych elit groziłaby utratą legitymacji i oskarżeniami o narzucenie rozwiązania siłą. Bardziej prawdopodobne wydaje się więc, że plan – jeśli istnieje – zakłada nie obalenie systemu, lecz jego trwałe osłabienie. Taki model oznaczałby ograniczenie zdolności militarnych Iranu i zniechęcenie go do dalszej eskalacji, bez wchodzenia w ryzykowną fazę budowania nowego porządku od zera. Ostatecznie odpowiedź na pytanie o „dzień po” pozostaje niejednoznaczna. Operacja wojskowa ma wyraźny cel taktyczny. Polityczny finał wciąż nie jest jasno zarysowany. A bez niego nawet najbardziej precyzyjne uderzenie nie zamyka wojny – jedynie otwiera jej kolejną fazę. Kategorie: Telewizja
Ksiądz Kazimierz Sowa drwi z influencerów w Dubaju. Takie słowa padłyPo tym jak zaostrzył się konflikt na Bliskim Wschodzie polscy influencerzy, którzy są w Dubaju, zaczęli wrzucać relacje z tego miejsca. Ksiądz Kazimierz Sowa opublikował wpis, w którym z nich zadrwił. Co dokładnie napisał duchowny?
Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio Opinii
TVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu
TOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i ŚwiatPortaleTVP.Info
300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.plCzęstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 30 tygodni temu
18 lat 12 tygodni temu